Polska nie jest jedną izotermą

Na mapie TV wszystko jest „w kraju”. Na rowerze nie. Różnice biorą się z morza, gór, kotlin i betonu. Poniżej miejsca, które regularnie rozjeżdżają „średnią dla Polski”.

Cieplej i łagodniej

Wrocław, Opole, Zielona Góra: zachód, mniej ostrego mrozu, więcej dni, gdy wiosna zaczyna się wcześniej. Okolice Opola pamiętają 41°C w Prószkowie w 2012. To kotlina i południowe powietrze, nie magia.

Sucho

Poznań i kawałek Wielkopolski leżą w cieniu Sudetów. Mniej milimetrów deszczu niż w Krakowie. Lato potrafi być kurze. To nie pustynia. To mniej opadów i więcej narzekania na trawnik.

Wiatr

Gdańsk, Gdynia, Koszalin, Szczecin: odczuwalna spada, choć termometr stoi. Bryza latem, sztorm jesienią. Rekordy wiatru na Kasprowym to inna historia, góry, nie zatoka.

Zimno

Białystok wychładza się na noc mocniej. Brak morza, otwarty wschód. Szorty mają krótkie okno. Śnieg trzyma dłużej poza centrum.

Rekord zimna z 1929 z Wolfelsgrund (dziś Czechy, wtedy w granicach) bywa cytowany przy Polsce. Dla codziennego ubioru ważniejszy jest poranek -12°C na Podlasiu, gdy we Wrocławiu jest -4°C.

Smog i mgła

Kraków i Katowice: inwersja, kotlina albo zwarta zabudowa, zimą powietrze stoi. Wrocław ma mgły nad Odrą. Toruń kłamie rano nad Wisłą.

Żywe liczby są na stronach miast i na górze Pogoda.city. Ten tekst jest od tego, żebyś nie pakował się do Gdyni tak samo jak do Lublina.