Skąd się biorą te stopnie na telefonie
Najpierw pomiary: stacje, sondy, satelity, radary, samoloty, boje. Potem komputer zgaduje stan atmosfery na siatce i puszcza fizykę do przodu. Na końcu ktoś (albo algorytm) kroi to na „w Warszawie 18°C i słaby deszcz”.
Pogoda.city nie liczy tego sama. Bierzemy gotowe dane z OpenWeatherMap i Open-Meteo. IMGW liczy swoje. ECMWF swoje. Różnica stopnia to nie spisek.
Dawniej ludzie patrzyli w chmury i w krowy. Bywało trafnie na jutro, fatalnie na piątek. Sieć stacji i mapy synoptyczne dały 2-3 dni. Komputery od połowy XX wieku wydłużyły horyzont. Satelity i radar doprecyzowały „teraz”. Nadal nie ma wróżby na miesiąc z godziną deszczu.
Czemu się myli
Mały błąd na starcie rośnie. Potocznie: efekt motyla. Po tygodniu, dziesięciu dniach rozrzut przebiegów jest duży. Dlatego meteogramy malują szary pas, a sezonówki mówią o tendencji.
Ludzie chcą pewności na wesele za trzy tygodnie. Modele dają rozkład prawdopodobieństwa. Aplikacje często chowają ten rozkład pod jedną ikoną.
Co z tego praktycznie
Na jutro: karta na Pogoda.city plus okno. Na weekend: godzinówka. Na burzę dziś po południu: radar IMGW, nie nasz asystent kurtki. Na majówkę w lutym: zarezerwuj miejsce z możliwością zwrotu.
AI w meteorologii pomaga czytać modele i korygować błędy. Nie znosi chaosu atmosfery. Limit rzędu dwóch tygodni na szczegółową prognozę zostaje.
Więcej: meteogram i wiosna, której nikt nie zna.