Co już widać, bez projekcji na 2100

Serie IMGW z ostatnich dekad są nudne i spójne: średnia temperatura w Polsce poszła w górę o rząd 1°C plus od drugiej połowy XX wieku (dokładna liczba zależy od okresu odniesienia). Mniej nocy z twardym mrozem. Więcej dni z 30°C. Sezon wegetacyjny dłuższy. To nie wróżba. To to, co już zaszło.

Nie cytujemy tu każdego wykresu IPCC AR6 z pamięci. Kierunek dla naszej szerokości: cieplej, opady bardziej nierówne (dłuższe suche epizody, mocniejsze ulewy), zimy łagodniejsze i kapryśniejsze. Śnieg na święta coraz rzadziej. Nadal możliwy.

Czego nie mówimy

Polska nie zamieni się w Saharę. Opady roczne 500-700 mm zostają w grze. Charakter się psuje: susza rolnicza latem, podtopienie po jednej komórce, zimą szaruga zamiast stałego mrozu.

„Zimy znikną” jest hasłem. Zima zostaje, krótsza, z rzadszych epizodów -20°C. „Będzie jak we Włoszech” też nie. Alpy i morze robią Włochom inną robotę.

Burz nie musi być lawinowo więcej. Część z nich jest bardziej gwałtowna. To odczuwasz na rowerze, nie na slajdzie.

Po co to na stronie pogodowej

Żeby nie sprzedawać „wiosny 2026 z dokładnością do dekady” i nie udawać, że 5 dni z OpenWeather rozwiązuje klimat. Asystent ubioru działa na jutro. Klimat to tło, w którym jutro jest cieplejsze niż u dziadków.

Jeśli chcesz liczby i scenariusze, idź do IMGW, IMiGW-PIB, IPCC, nie do bloga z temperaturą na ikonie Chrome. My możemy powiedzieć: sprawdzaj odczuwalną w upale, AQI zimą, IMGW przy hydrologii. Reszta polityki klimatycznej nie zmieści się w karcie pogody i nie będziemy udawać, że zmieści.