Na zewnątrz i w mieszkaniu to dwa klimaty
Prognoza podaje wilgotność za oknem. Ty śpisz w pokoju z kaloryferem. Zimą na zewnątrz bywa 80-90%, a w mieszkaniu 25%, bo ogrzewanie wysusza. Stąd pękające usta, elektrostatyka i drewniana podłoga, która pracuje.
Latem jest odwrotnie: 28°C i 70% wilgotności nad Odrą we Wrocławiu siada na skórze. W Lublinie przy tej samej temperaturze bywa znośniej, bo powietrze suchsze.
Widełki, które ludzie znoszą najlepiej, to zwykle okolice 40-60% w pomieszczeniu. Poniżej 30% nos i gardło protestują. Powyżej 70% robi się duszno, a w łazience bez wentylacji pojawia się pleśń. To nie laboratorium. To zimą nawilżacz albo miska na kaloryferze, latem wietrzenie i osuszacz, jeśli ściany pocą się od środka.
Polska sezonowo, bez tabeli na ścianę
Styczeń: mokro na zewnątrz, sucho w domu. Kwiecień: bywa przyjemnie, aż wróci front. Lipiec: wilgoć plus upał. Październik: mgły, 80% za oknem, skarpetki nie schną na balkonie.
Alergicy i astmatycy czują skrajności szybciej. Roztocza lubią wilgoć. Suche powietrze podrażnia. Nie jesteśmy lekarzami. Jeśli kaszel wraca co sezon, to nie „pogoda w aplikacji”, tylko kontrola u kogoś z dyplomem.
Co z tym na karcie Pogoda.city
Wilgotność obok temperatury tłumaczy, czemu 10°C i mżawka wchodzą w kości, a 10°C przy suchym wyżu jest do przejścia w swetrze. Odczuwalna częściowo to zgaduje. Reszta to Twoje mieszkanie: higrometr za 40 zł kłamie mniej niż wyczucie „jakoś sucho”.